Przeglądasz social media i widzisz znajomych, którzy mają wszystko pod kontrolą- zdane egzaminy, pracę, życie towarzyskie, a do tego jeszcze czas na siłownię i rozwój osobisty. W tym samym czasie Ty próbujesz ogarnąć zaległości, nie do końca wiesz, czy wybrany kierunek ma sens, a lista rzeczy „do zrobienia” tylko rośnie. Brzmi znajomo?
To poczucie, że „wszyscy radzą sobie lepiej”, jest zaskakująco powszechne wśród studentów. Problem w tym, że często porównujemy swoje kulisy do czyjejś „najlepszej wersji” pokazywanej światu. Nikt przecież nie wrzuca na Instagram zdjęcia z niezdanym kolokwium, stresem przed sesją czy dniem spędzonym na totalnym braku motywacji.
W rzeczywistości większość osób ma momenty zwątpienia, chaosu i zagubienia – tylko rzadko o tym mówi. To, co widzisz u innych, to często tylko fragment ich życia, starannie wybrany i pokazany w lepszym świetle.
Skąd bierze się takie porównywanie? Z jednej strony to naturalne – chcemy wiedzieć, czy „idzie nam dobrze”. Z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że istnieje jeden właściwy sposób przeżywania studiów: szybkie zaliczanie, jasny plan na przyszłość i pełna kontrola nad wszystkim. Tyle że w praktyce każdy ma swoją drogę, tempo i momenty kryzysu.
Co możesz z tym zrobić?
Po pierwsze – spróbuj złapać dystans do tego, co widzisz u innych. To nie jest pełen obraz ich życia.
Po drugie – zamiast porównywać się z innymi, porównuj się… do siebie sprzed miesiąca czy roku. Nawet mały postęp to nadal postęp.
Po trzecie – pozwól sobie nie mieć wszystkiego poukładanego. Studia to właśnie czas szukania, testowania i popełniania błędów. Brak planu nie oznacza porażki – często oznacza, że jesteś w trakcie jego tworzenia.
I najważniejsze: jeśli masz wrażenie, że „nie ogarniasz”, to nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak. To znaczy, że jesteś w procesie – dokładnie tak jak większość osób, nawet jeśli tego nie pokazują.
Bo prawda jest taka: nikt nie ogarnia wszystkiego. Niektórzy tylko lepiej to ukrywają.
Nelly Paluch-Bielańska
Zdjęcie: Pexels-Silverblack

